Napiszę krótko: "Old Boya" poszłam obejrzeć z koleżanką, zachęcona pozytywną opinią (Koreańczyka). Potem... musiałam film "odchorować" dwa tygodnie :-) Nie dlatego, że mi się nie podobał - po prostu nie byłam przyzwyczajona do takich gier z widzem. Koniec końców widz zgadza się z najbardziej nikczemnymi postępkami bohaterów.
Kiedy minęło trochę czasu i w kinach pojawiła się "Pani Zemsta" koleżanka namówiła mnie, żeby pójść i to zobaczyć. Gdzieś czytała, że podobno mniej wbijające w fotel.
(..... tu miejsce na salwę śmiechu...)
Znowu czekały nas dwa tygodnie "odchorowywania".
"Pana Zemsty" nie obejrzałam do tej pory ;-D
"Mocne" to dla mnie za mało powiedziane, te filmy wywracają na nice. Chyba tylko Azjaci to potrafią. Niedawno obejrzałam film, który oddziaływaniem przebił Trylogię Zemsty - ale to temat na osobny wątek, może o tym napiszę.
"Dobry, zły i zakręcony" to wariacja (dosłownie ;-) na temat nieśmiertelnego filmu Sergia Leone. Najlepsi w filmie są oczywiście "Zły" i "Zakręcony" ;-)
Natomiast "Słodko-gorzki" stał się jednym z moich ukochanych filmów. Fabuła nie jest oryginalna, zakończenie za bardzo "przeciągnięte" (przyznaję bez bicia, że samej końcówki, kiedy bohater ćwiczy ciosy widząc swe odbicie w oknie, nie rozumiem). Natomiast rola Lee Byung Huna - perełka...! To naprawdę kreacja, zagrać oklepaną w kinie postać (totumfacki i pozornie zimny ochroniarz bossa mafii) z takimi niuansami i uczynić ją tak prawdziwą. Tak ludzką :-) Przebił wszystkich.
Na uwagę zasługują także drugoplanowe role, wszystkie sceny niby statyczne, w których czuje się wielkie podskórne emocje.
I niesamowita scena, jak bohater wyrywa się kilkunastu oprawcom i ucieka.
Słodko-gorzki Kim Seowoo to ja ;-)